poniedziałek, 30 września 2013

Telefon komórkowy w UK

Ostatnio doszedłem do wniosku, że pierwszą rzeczą, którą trzeba zrobić po wylądowaniu w UK jest zakup startera z kartą SIM do telefonu komórkowego. Bo tutaj wszystko załatwia się na telefon. Praca, kurs, mieszkanie, NINo... Wszystko, wszystko... W starterze jest specjalna karta Top-up, która służy do doładowania konta w telefonie. Podajesz taką kartę w punkcie doładowań, którym może być na przykład mały sklepik i już masz pieniądze na koncie telefonu.

Od razu nasuwa się następna myśl! ;-) A w jakim języku będziemy się porozumiewać. Ano w języku angielskim! ;-) Więc znajomość w stopniu komunikatywnym jest tu bardzo pożądana. Właściwie jakość Twojego tutaj życia jest wprost proporcjonalna do umiejętności i stopnia znajomości posługiwania się tym językiem. ;-)

Koszt jak widać niewielki 1Ł. Najlepiej od razu uaktywnić telefonicznie kartę Top-Up i załadować konto przynajmniej 10Ł. Koszt połączenia z komórkami w Polsce to 5p, czyli w przeliczeniu na polskie złote około 25 groszy za minutę.

Starter O2

piątek, 27 września 2013

NINo National Insurance Number - Part 3

Tak jak obiecałem zamieszczam fotkę z National Insurance Number - NINo. Po spotkaniu w jobcentreplus po kilku dniach przyszedł list, a w nim ten dokument. Adres i sam numer oczywiście zamazałem. Nie jest to istotna informacja dla Was. Za bardzo szczegółowych informacji o sobie też nie chcę umieszczać na blogu. I bez tego panuje na świecie totalna inwigilacja. ;-)

Ten dokument jest bardzo ważny, właściwie do wszystkiego. Do pracy, do kursu języka angielskiego ESOL, konta w banku... no wszędzie, wszędzie o niego pytają i potrzebują.

NINo

poniedziałek, 23 września 2013

Polskie sklepy w UK


Zauważyłem, że jest tutaj całkiem dużo polskich sklepów. Właściwie dostaniesz wszystko na co miałbyś ochotę będąc w Polsce. Polskie piwo, wódka, papierosy, artykuły spożywcze... Wszystko, wszystko, wszystko... Tak człowiek nie czuje się  jak na jakiejś obczyźnie, uchodźstwie, czy co tam jeszcze strasznego przyjdzie do głowy. ;-)

Fajny tekst sprzedała mi niedawno ekspedientka w takim sklepie. Powiedziała, że ona tu jest tak znana jak ksiądz proboszcz w parafii! ;-) Starsza kobieta... No tak. Taki sobie wybrała sposób na swoje życie. Więc jest znana. Taka celebrytka na emigracji. ;-)

Dzień dobry, dzień dobry... Polska sprzedawczyni, polscy klienci i klientki. Można porozmawiać, uśmiechnąć się, zażartować po polsku, wymienić uprzejmościami i informacjami. Są też ogłoszenia na ścianie, które zmieniają się jak w kalejdoskopie. Ale jakiś tam przepływ informacji jest.




piątek, 20 września 2013

Kolejka Merseyrail


Ja tak ciągle piszę i mówię kolejka, kolejka... Ale chyba nigdzie nie umieściłem jeszcze jej fotki, ani tutaj na blogu ani na FB. W takim razie proszę bardzo oto prezentacja, tak wygląda kolejka Merseyrail:

Merseyrail
Jest to w tej chwili mój główny środek transportu pomiędzy Birkenhead, a Liverpool. Bilety kupuje się w okienku na stacji. Tutaj akurat prezentuję stację nadziemną Bank Hall, są oczywiście też podziemne.

Co ciekawe tutaj nie ma upierdliwych kontroli biletów tak jak w Elblągu, miałem kiedyś nawet wątpliwą przyjemność uczestniczyć w dwóch na raz... żenada... ludzie wyśmiali kontrolerów...

Jak nie masz biletu, bo na przykład kasa jest już zamknięta z takich to a takich powodów, to masz kupić bilet na stacji na której wysiadasz. U konduktora kolejki nie jest to możliwe. Sprawdzałem. ;-)

Również można opuścić kolejkę na każdej stacji, pójść załatwić sprawy na mieście i dalej kontynuować podróż na tym samym bilecie. Też sprawdzałem. Nawet specjalnie o to pytałem się w okienku kasowym. Dziwny wyluzowany świat... W Polsce jest to niemożliwe.

środa, 18 września 2013

Czerwone światło i ruch na ulicach w Liverpool-u

Z takich ciekawostek życia codziennego w UK to muszę wymienić "czerwone światło" na skrzyżowaniach. ;-) Ciągle łapię się na tym, że patrzę nie w tą stronę co trzeba sprawdzając nadjeżdżające samochody! Kilka razy mało co mnie nie przejechali! Jednak automatyzmy w naszych głowach, kształtowane przez lata są bardzo silne. Nic na to nie poradzisz....

Chociaż nie do końca jest to przegrana sprawa. Ja sobie poukładałem to w ten sposób w głowie, że zrobiłem założenie, że wszystkie ulice i drogi są w UK jednokierunkowe. Wniosek: Skoro tak, to samochód tak jak w Polsce ma prawo nadjechać z każdej strony. To pomaga mi nie zginąć głupio na drodze. ;-)


Push button!!! ;-)

Drugą bardzo ważną ciekawostką w UK jest to, że tutaj piesi przechodzą nagminnie na "czerwonym świetle". Nie żebym był szczególnie przeczulony na przepisy ruchu drogowego... Nic z tych rzeczy. Oni tu na bezczela ładują się na czerwonym na drogę! I o dziwo jest to powszechnie akceptowalne przez kierowców samochodów. Nikt nie trąbi i nie stresuje się z tego powodu tak jak w Polsce. Inny świat... Bardziej wyluzowany i spokojny.

poniedziałek, 16 września 2013

Komunikacja Publiczna w hrabstwie Merseyside


Dzisiaj na tapetę idzie komunikacja publiczna. Szczególnie uderza mnie zupełny brak kasowników! W Polsce kasowniki to horror. Można nawet się o nie zabić, złamać rękę, lub porządnie potłuc, tak jest ich dużo w autobusie. Tutaj, totalny brak tego urządzenia. Można?! Ano można. I System działa sprawniej niż w Elblągu.... ehhhh...

Jeszcze do końca tego nie rozgryzłem terytorialnie i administracyjnie, ale generalnie poruszam się przede wszystkim w hrabstwie Merseyside. Jest to bardzo miła okolica, która jest bardzo dobrze połączona komunikacją publiczną. Dużo autobusów dwupiętrowych i jednopiętrowych. Oraz oczywiście kolejka Merseyrail, z której najczęściej korzystam. Tak wygląda bilet poniżej:

Bilet na kolejkę SINGLE
Jest on oczywiście zupełnie inny niż w Elblągu. Sposób naliczania opłaty za przejazd jest też w tej chwili dla mnie niezrozumiały, ponieważ na przykład bilet w jedną i drugą stronę nie jest dwa razy droższy. Więc zawsze warto właśnie taki kupować jak gdzieś się jedzie, tzw. Return Ticket. Szczegółowa wiedza przyjdzie z czasem. Trzeba się tylko otrząsnąć z elbląskich i polskich stereotypów myślenia... Co nie jest łatwe. W końcu lata prania mózgu robią swoje....

sobota, 14 września 2013

National Insurance Number - NINo, Part 2


Tak jak już wcześniej wspominałem w moim poprzednim poście podczas rejestrowania się w jobcenreplus na koniec dostajemy takie oto potwierdzenie, że nasze staranie w temacie NIN mają się dobrze. ;-) Proszę bardzo, a tak ten papierek wygląda:


W tym miejscu chciałbym jeszcze nadmienić, że tego typu procedura nadania NIN jest również potrzebna jeśli chcemy uczęszczać na darmowy kurs języka angielskiego. Piszę o tym tutaj, bo o dziwo stwierdziłem, że wielu Polaków, pomimo, że już długo przebywają w UK nie mają o tym zielonego pojęcia! Szok. Jakby Kogoś z Was zainteresował temat nauki języka angielskiego za free w tutejszych instytucjach pomocowych dla obcokrajowców to oczywiście mogę go zgłębić i opisać na blogu.

Ja w tej chwili jestem na etapie zarejestrowania się w systemie, wypełnienia wszystkich aplikacji i założenia mi teczki. To było miesiąc temu. Wczoraj byłem z kolei na tzw. oszacowaniu poziomu znajomości mojego języka angielskiego i otrzymałem level E3. Cokolwiek to znaczy. W każdym bądź razie poziom średni. Jest dobrze! ;-)


piątek, 13 września 2013

Mój National Insurance Number - NINo

Moja przygoda z NIN jest bardzo prosta! ;-) Naczytałem się w necie, że to trzeba takie to a takie papiery... Jak ich nie masz to lipa totalna... ach i och itp itd.... No to ja, jak to ja idę tam tylko z dowodem osobistym! I wiarą w siebie i że będzie dobrze! ;-))) Z "małą duszą na ramieniu", bo przecież według mądrali z netu trzeba mieć kupę papierów ze sobą, a ja nie mam nic. ;-)

Umówić się na spotkanie trzeba oczywiście telefonicznie, podając kilka tam szczegółów personalnych. Nic szczególnego. Dostajesz w zamian numer referencyjny, datę i godzinę spotkania. W moim przypadku było to na drugi dzień na 10:30. Oczywiście byłem tam godzinę wcześniej... To też w moim stylu jak zwykle... ;-) Na szczęście bardzo miły portier-ochroniarz przylukał mnie i zaprosił do środka tłumacząc, że można już, niezależnie od godziny. Super.

Sama rozmowa przebiegła w bardzo sympatycznej i pełnej zrozumienia atmosferze. Oczywiście po angielsku. Tego typu informacje, że wszędzie można poprosić o tłumacza to bym traktował dość luźno... Jak przychodzi co co czego to i tak musisz sam sobie radzić, rozumieć jak najwięcej i umieć coś podstawowego powiedzieć. Wniosek: kursy w Polsce są jak najbardziej uzasadnienie.

Podsumowując. Minimum to dokument tożsamości i adres w UK na który mają Ci przysłać NIN. Dostanę go za dwa tygodnie pocztą. W tej chwili dostałem potwierdzenie na papierze i numer ref. że moje starania zostały przyjęte do rozpatrzenia. Ale o tym jeszcze napiszę w następnych postach. Jakby Ktoś miał jakieś pytania to zapraszam. Chętnie odpowiem. ;-)


wtorek, 3 września 2013

Gdzie kupić funty? Alior Bank Kantor Walutowy


No właśnie. Gdzie najlepiej kupić funty na tą wyprawę?! Sprawdzałem rożne miejsca... Najdrożej jest w bankach... Trochę taniej w prywatnych kantorach na mieście... Ale najtaniej jest w Alior Bank Kantor Walutowy. Gorąco polecam:




Kantor walutowy Alior banku ma jeszcze jedną bardzo fajną funkcję. Można śledzić wykresy walut zmieniające się w czasie. Jest to o tyle ciekawe, że pozwala zorientować się jaki jest trend kursu w rocznym przedziale czasowym:


Pieniądze można wypłacić na 3 sposoby:
  • Przelew
  • Wypłata gotówki w placówce Alior Banku
  • Karta bankomatowa.
I pozostaje podstawowe pytanie ile potrzebujemy gotówki na wyjazd?! 
Ja wydałem na mój pierwszy etap tygodniowy 150Ł. Oczywiście nie wliczam w to zakwaterowania. To wyżywienie, lody, piwo, bilety, drobne wydatki, transport... itp. itd. To ani dużo, ani mało. Każdy z nas ma indywidualne potrzeby.

poniedziałek, 2 września 2013

Poradnik i dlaczego Anglia...

Do napisania tego posta zainspirował mnie Poradnik pewnej Młodej Pani, która na YouTube stworzyła poradnik o UK i opowiada swoją historię. Ok. Chwała jej za to. Sądząc po ilości odsłon jest to bardzo często odwiedzana pozycja w Internecie. Tylko pozazdrościć popularności. ;-)  LINK do Poradnika.

Prosta opowieść o oczywistych sprawach w UK. Ok. Jestem za. Każdy ma prawo do swobodnej wypowiedzi, językiem jaki zna i potrafi wyrazić swoje poglądy i spostrzeżenia. Fajnie, że tym wywiadem zmusza ona do dyskusji, myślenia, zastanawiania się i analizy, co jak, gdzie i dlaczego.

Młoda Pani oczywiście, przyjęła metodę aklimatyzacji przez "złapanie Anglika". Ok. Każdy radzi sobie jak umie. Nie mi to oceniać. Na pewno dla młodych panienek jest to najprostsza i najłatwiejsza metoda. Matka natura obdarzyła urodą, trzeba z tego korzystać... Ale co mają zrobić inne osoby? Na przykład "mniej urodziwe" panny, mężatki z gromadką dzieci, faceci, i generalnie osoby starsze, które też podejmują decyzję o wyjeździe??... No właśnie! I tu pole do popisu dla "innych" metod radzenia sobie na Obczyźnie. ;-)

Ja chciałbym przedstawić zupełnie inne podejście do tematu. Takie od Zera. Nie mam nic, nie wiem nic. Nie umiem nic. No nie jest może tak to do końca, bo jednak reprezentuję pewną już wiedzę.... Ale będę się starał podejść do tematu łopatologicznie. ;-)

Moja przygoda z UK wygląda "trochę" inaczej... Podstawowa różnica to inne miasto, nie Londyn, tylko Liverpool. Postanowiłem rozłożyć to "spotkanie" z UK na Etapy:

Pierwszy to Rekonesans, czyli tygodniowy, wycieczkowy wypad celem rozpoznania terenu. Teraz jestem już na Drugim Etapie, czyli zakwaterowanie i nauka języka angielskiego. Planuję to na 2-3 miesiące. Wylot 10 września.

Jakby Ktoś z Was miał jakieś pytania to zapraszam na mój profil FB. Chętnie odpowiem. Albo tutaj, poniżej w komentarzach. Wszystko jedno. Acha... Tylko mam małą prośbę, aby wysłać mi zaproszenie do znajomych, bo FB nagminnie i namiętnie blokuje mi konto w temacie dodawania znajomych. Nie mieszczę się w ich standardach. ;-))) Jestem dość silną Osobowością i Indywidualistą, zawsze wszystko robię po swojemu, a to niekoniecznie musi pasować ustandaryzowanym Systemom. ;-)

Liverpool

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...